czwartek, 21 listopada 2013

Smoki i farby w akcji ...

Po środowej wizycie u pediatry nie miałam dobrych wieści. Nasilone objawy alergii spowodowały zapalenie oskrzeli i konieczność zastosowania leków na astmę. Z tego względu czwartek musieliśmy spędzić w pieleszach domowych. Chcąc umilić dzieciom czas, zaproponowałam dziś zabawy plastyczne ze smokiem w roli głównej. Pomysł zrodził się sam podczas śniadania, któremu towarzyszyło słuchanie jednej z legend polskich nagranych w formie audiobooka. Wybrałam tę o Smoku Wawelskim, bo treść jej raczej znana. Już od dość dawna podczas posiłków czasem, by ukrócić nieco zwyczaj gadania zamiast jedzenia, włączam mym pociechom słuchowiska lub bajki muzyczne. Wówczas panuje cisza i można w spokoju coś zjeść, a przy okazji miło spędzić czas :-)


Obojgu wysłuchana opowieść tak bardzo się spodobała, że jako uzupełnienie i wprowadzenie smoczej tematyki włączyłam jeszcze bajki animowane, jedną o Smoku Wawelskim, a drugą o Bazyliszku. Obie legendy zarówno Mała M. jak i R. znają, ale obejrzeć po raz kolejny nie zaszkodzi. Ja zaś w międzyczasie przeszukałam zasoby internetowe i na jednej ze stron znalazłam gotowy szablon do rysowania smoka*. Tego mi było trzeba. Szybko wydrukowałam kilka egzemplarzy, a potem stworzyłam szablon na sztywnym papierze do wielokrotnego wykorzystania.


Możliwości w sieci - do wyboru, do koloru. Chciałam jednak, by było to na tyle łatwe zadanie, by zarówno czterolatka, jak i siedmiolatek sobie z nim poradzili. Nie podejrzewałam jednak, że taki prosty szablon sprawi tyle radości zarówno Małej M. jak i R. Gdy tylko Mała M. zobaczyła kartkę z postacią smoka, wzięła kredki do łapek i w mig owo mityczne zwierzę wyraźnie nabrało całej gamy barw :-) O dziwo użyła wielu kredek, bo zazwyczaj wypełnia kolorowanki jednym kolorem kredki. Nie ma jak dobry motyw do kolorowania. Chyba smok był przysłowiowym strzałem w dziesiątkę!


Następnie zaproponowałam moim pociechom eksperyment z farbami i folią ,,bubble wrap''. Jeszcze nigdy nie używałam jej do kolorowania. Pora zatem na zabawę! Mała M. zaraz założyła swój fartuszek, wyjęła farby i zasiadła przy stole, gotowa do pracy.


R. zaś miał własny pomysł na stworzenie wizerunku super SMOKA i zniknął na kilka dobrych godzin w swoim pokoju. Czasem przychodził jedynie poprosić o brakujące mu materiały. W tej sytuacji malowanie smoka na zielono powierzyłam Małej M. Jaka była zadowolona, że mogła rozsmarować całą zawartość pojemnika z zieloną farbą plakatową na folii bąbelkowej, a potem odbić ją na papierze.


Efekt może nie był aż tak spektakularny, jak się spodziewałam, ale i tak smok wygląda ciekawie. Mała M. dokleiła mu oko i ów zielony jegomość zawisł na drzwiach toalety, bo drzwi obu szaf już pełne dziecięcych obrazków :-) Na tym jednak nie koniec naszych smoczych poczynań.


Zabawa z zieloną farbą tak wciągnęła naszą czterolatkę, że za moment kolejny smok ukazał się na wcześniej białej jak śnieg kartce. W ruch poszły kolejne farby plakatowe i cała garść pędzli.


Moczenie pędzla w lekko płynnej farbie sprawiło Małej M. prawdziwą frajdę. Najpierw pomalowała smoka, fragment po fragmencie. Gdy jednak odkryła sprzyjającą eksperymentowaniu konsystencję farb, zaczęła nakładać ją na już pomalowane warstwy w formie pasków i ciapek. Przyznam szczerze, że sama byłam pod wrażeniem :-)


Teraz już wokół smoka pojawił się pas ziemi, nad głową słońce, a wokół pyska języki ognia. Ależ ona miała frajdę!!!

Po ukończeniu pracy pojemniki z pomarańczową i żółtą farbą świeciły pustkami, bo przecież jeszcze trzeba było sprawdzić, czy farbę da się rozprowadzić grubą warstwą na papierze ...


kilkoma palcami jednocześnie ...


i jakie jest wrażenie, gdy się ją zgniata w łapkach :-)


Jakby tego było mało ... trzeba jeszcze sobie posprawdzać właściwości farb, np. możliwości rozsmarowywania ich na mokrej już od farb kartce.


Stwierdziłam, że nie mam nic przeciwko .... bo dzieckiem jest się RAZ, a gdy jest się dorosłym to raczej rzadko miewa się okazję do takiego ,,ciaprania''. Mała M. zaraz dodała, że jak ona będzie duża to też będzie sobie tak eksperymentować. ŻYCZĘ jej tego!!! Sama często, dzięki zabawom z moimi pociechami, wracam do czasów dziecięcych zabaw. Takich eksperymentów jakoś nie pamiętam i niektóre są i dla mnie nowością :-), ale o tym raczej cicho sza..., bo jeszcze ktoś gotów pomyśleć, że na starość dziecinnieję :-)


Na koniec nie mogło, rzecz jasna, zabraknąć odcisków dziecięcych łapek ... Zaraz pogoniłam Małą M. do toalety i nakazałam unikania kontaktu ze ścianą i ręcznikami :-)


Małej M. jednak mało było ... i jeszcze musiała nieco poeksperymentować.


R. zaś cały czas ciężko pracował w swoim pokoju, przyozdabiając na wiele sposobów swojego SMOKA. Gdy pokazał mi efekt swojej kilkugodzinnej (chyba łącznie) pracy, byłam pod wrażeniem. Wypełnił sylwetkę smoka, łącząc wiele technik. Wszystko sam obmyślił!!!


Jedynym gotowcem było owe oko, a cała reszta wycięta i przyklejona własnoręcznie przez naszego siedmiolatka. Jak widzę, w ruch poszły wycinanki ... i kartki kolorowego papieru na zrobienie OGNIA z paszczy.


Najżmudniejszą częścią pracy były owe barwne łuski. Każdy trójkącik R. wyciął sam i przykleił. Kosztowało go to wiele pracy i wysiłku. Cieszę się, że był na tyle wytrwały i cierpliwy. Właściwie od czasu powrotu do szkoły po wakacjach, nie miał czasu na takie dłuższe plastyczne działania. Cieszę się, że dziś mógł się nieco artystycznie wykazać :-).


A ogon smoka, jak domniemam, to zasługa zajęć w szkole ... Niedawno w klasie R. wylepiał kaszą i skrawkami materiałów sylwetkę ptaka. Widać, że owo zajęcie bardzo mu przypadło do gustu, bo ogon smoka został pokryty dziś materiałem, soczewicą i kaszą gryczaną. Jak dla mnie, REWELACJA!

Jestem pełna podziwu dla inwencji R. Sam wymyślił i samodzielnie wszystko wykonał. BRAWO!


Jedna strona zakładki już gotowa ...

 Mimo zmęczenia nasz siedmiolatek przygotował też szybciutko małą zakładkę do książki - jako dodatek do prezentu dla koleżanki z klasy. Dzisiejszy dzień zatem to dla R. czas artystycznych działań. Bardzo się z tego cieszę. Mam nadzieję, że dzięki temu dzień spędzony w domu z powodu choroby będzie mu się miło kojarzył :-)

A druga .. już też.

Tyle na dziś ... Kończę czwartkową relację. Ciąg dalszy nastąpi :-)

P.S. PRZEPRASZAM raz jeszcze za owo dzielenie wyrazów na końcu wersów. Mam ten problem od wczoraj i jeszcze nie udało mi się z nim uporać. Jutro na świeżo może coś wymyślę!

*http://www.iheartcraftythings.com/2012/01/chinese-new-year-dragons.html

2 komentarze:

Gosia Pstro pisze...

jestem pod wrażeniem smoczych prac! jesteś bardzo pomysłową mamą!

mamma5 pisze...

Witam i pozdrawiam serdecznie,
Pomysły rodzą się same; to zasługa mych pociech, które lubią się artystycznie wyrazić :-)