czwartek, 19 września 2013

Tydzień w wielkim skrócie :-)

Dlaczego ten czas tak strasznie gna do przodu? Niedawno rozpoczął się nowy rok szkolny, a tu już kończy się niebawem trzeci tydzień września. Pogoda ostatnio co prawda nas nie rozpieszcza, ale na szczęście pomysłów na zabawy po lekcjach nam nie brakuje. W poniedziałek odwiedziliśmy bibliotekę. Znów pojawił się nowy stosik do czytania. Dużą popularnością cieszyła się książka o smokach i czarownicach, co znalazło oddźwięk w zabawach Małej M., która tuż po lekturze zaprosiła do zabawy swojego smoka. Sama przypomniała sobie, że jak była mała (teraz ma się za większą, a nawet czasem - dorosłą!) to woziła go w wózeczku niczym dzidziusia. Teraz podczas zabawy zionący ogniem stwór woził na swych grzbiecie laleczkę Małej M. Na czytaniu i zabawach minął nam w ekspresowym tempie pierwszy dzień po weekendzie.

Mała M., jej lala i SMOK ...

 We wtorek po lekcjach byliśmy w gościnie u cioci R., gdzie tradycyjnie graliśmy w gry planszowe. Jak zawsze w miłym gronie, zajadając się pyszną zupą pomidorową i frytkami, spędziliśmy długie popołudnie. Wróciliśmy do znanych nam wcześniej gier, ale zabraliśmy także nowość - ,,Wilki i owce''. Wszystkim planszowa nowinka bardzo się spodobała, a triumfowała ze znaczącą przewagą sama ciocia R. Brawo!

Pierwszy domek - wersja MINI z oknem ....
 Kolejne dwa dni niestety przyszło nam spędzić odwiedzając lekarzy. Pierwsza wizyta poza miejscem zamieszkania. Wyjazd męczący dla wszystkich, zwłaszcza dla Małej M., która musiała na swych małych nóżkach wędrować po mieście. Na szczęście pogoda nam dopisała, bo nie wyobrażam sobie takiej przymusowej wycieczki w deszczu. W nagrodę za dzielne maszerowanie w drodze powrotnej kupiłam dzieciom grę ,,Spuzzle'' z samochodzikami z bajki ,, Autka''. Oboje bardzo się z niej ucieszyli, ale jeszcze przed pójściem spać w łóżku zagraliśmy jedną partyjkę. Choć zasady gry banalnie proste, wszyscy świetnie się bawiliśmy!

Domek - wersja nr 2 (zmiana miejsca budowy) :-)
Szczerze mówiąc sama miałam dość po takiej wyprawie, ale moim pociechom jakoś ciągle mało wrażeń. W drodze powrotnej wstąpili do sklepu po puste pudełka. Jak pani rzekła, że ma kilka, a jedno DUŻE ... tak duże, że można zbudować dom, to R. nie mógł się powstrzymać, by go nie wziąć.

Wersja 3 (Mała M. już może ZAPROSIĆ swe LALE do środka!)
Ledwo je zatargał do domu. I tak w połowie drogi musiałam złożyć je, rozcinając taśmę kluczami. UFF! Możecie sobie wyobrazić, co się działo jak wrócił. Tylko słychać było rozwijanie taśmy klejącej ... i cięcie nożycami. Wszystkie pudła poszły w ruch i  w mig powstał domek dla Małej M. z oknem i półeczką w środku. Potem R. przeniósł budowlę do swojego pokoju. Jednak jeszcze mu było mało. Dziś jednak przeszedł samego siebie modyfikując wczorajszy pomysł. Połączył bowiem swój namiot piracki z wysokim na kilka pudeł budynkiem mieszkalnym. Byłam pod wrażeniem widząc rozmiar jego konstrukcji. Zmartwiła mnie zaś nieco jego beztroska, gdy w pewnym momencie zobaczyłam wielką kałużę farby na podkładce na jego sofie. Malował w najlepsze grubaśnym pędzlem, nie przejmując się wcale tym, co działo się wokoło.

DOM aż po sufit :-)
Mógł sobie dziś pozwolić na takie czasochłonne działania artystyczne, bo nie poszedł do szkoły. Czwartek bowiem znów upłynął pod znakiem wizyty lekarskiej. Tym razem u okulisty, bez konieczności wyjazdu poza miejsce zamieszkania. Myślałam, że to będzie ekspresowa wizyta ... i około południa najpóźniej wrócimy do domu. Pan doktor jednak miał małe (tzn.1,5 h!) spóźnienie i nasiedzieliśmy się w ciasnej poczekalni za wszystkie czasy. Na szczęście przemiłe panie ulitowały się nad moimi pociechami.

JESIENNY BUKIET od R. dla Małej M. i mamy :-)
Dały im obrazki do kolorowania, kredki i flamastry. R. pięknie pokolorował obrazek, a na odwrocie narysował wyścigówkę. Mała M. zaś, mniej zadowolona z rezultatu kolorowania, na odwrocie narysowała małą dziewczynkę, która tak bardzo spodobała się panu okuliście, że dostał ową karteczkę w prezencie od naszej czterolatki. Zresztą pan doktor dobrze pamiętał Małą M. ... Podobno niedawno pytał panie rejestratorki, czy pamiętają tą małą, uśmiechniętą dziewczynkę?!!! Może to zabrzmi nieskromnie, ale Mała M. znów dziś oczarowała panie swym uśmiechem ... i nie tylko. Gdy ja czekałam na wizytę przed drzwiami gabinetu, moja czterolatka prowadziła ożywione dyskusje z pracującymi tam paniami. Opowieści były różnej treści. Ja usłyszałam tylko, że jak tata wraca to już jest zawsze prawie północ :-) .... no i że kiedyś kolorując Mała M. ,,wychodziła poza linię'', ale tatuś jej powiedział, żeby tak nie robiła ... i teraz już ładnie koloruje. Panie zapytały ją też o bajki w TV na dobranoc, ale Mała M. poskarżyła się, że zawsze przegapi dobranockę, bo mama w tym czasie robi kolację :-) Nie ma to jak zabrać gdzieś Małą M. Tak się wszystkim spodobała, że panie na pożegnanie poprosiły, żeby znów je odwiedziła!!!

R. i jego nowe kosmiczne pojazdy
 Prosto z gabinetu popędziłam z dziećmi na szybkie zakupy, by kupić coś na obiad i jutrzejsze śniadanie. Stamtąd prosto do sklepu poszukać kąpielówek na basen dla Małej M. i R. Przy okazji weszłam na stoisko obuwnicze ... i to był błąd. Jak zawsze Mała M. usiadła na krzesełku i przymierzała parę butów za parą, bez względu na rozmiar. Myślałam, że padnę :-) Na nic moje prośby. Panie ekspedientki też chyba już miały dość. R. też nie był lepszy. Przymierzał co mu się tylko spodobało. Gdy znalazłam świetne buty sportowe, odmówił noszenia ich, twierdząc, że ich nigdy nie założy, bo to buty dla dziewczyn. On w białych chodzić nie będzie! I tak wyszłam ze sklepu zlana potem i bez butów ... Długo teraz nie dam się namówić na zakup obuwia dla moich pociech! Uff ...

Cd. maszyn latających ...
Jakimś cudem przetrwałam właściwie trzy dni z dziećmi SAMA non stop. Czekam aż wróci moja druga połowa, bym choć przez moment mogła podzielić się rodzicielskimi obowiązkami!

Tyle na dziś ... Dobrej nocy!!!

Brak komentarzy: