czwartek, 19 grudnia 2013

Audiobooki to jest to!!! :-)

Oj ... nie było mnie tu ostatnio, a wszystko z powodu kolejnej infekcji, którą gdzieś wszyscy, z wyjątkiem naszego siedmiolatka, ,,załapaliśmy''. A wszystko zaczęło się we wtorkowy poranek, o świcie, gdy zauważyłam, że Mała M. coś podejrzanie wierci się na swym posłaniu. Spojrzałam na zegarek. ,,Toż to przecież środek nocy'', pomyślałam. Piąta nad ranem ... Spać położyłam się około pierwszej i na samą myśl, że ktoś wyrywa mnie ze snu byłam wściekła:-). Mogłam przecież jeszcze z dobrą godzinkę pospać sobie... Byłam zaskoczona tak wczesną pobudką, wiedząc, że Mała M. wieczorem późno się położyła. Pomyślałam, że coś jest nie tak i nie myliłam się ... Odgłosy kaszlu, przypominającego szczekanie, nie pozwoliły mi już zasnąć ... Miałam dość! Dopiero co jakieś 10 dni spędziliśmy w domu z powodu choroby dzieci. Nie wiem, czy to nie przypadkiem nowy wirus, który dopadł Małą M. w przychodni po piątkowym szczepieniu? Odporność spadła to i o nowego wirusa nie trudno:-(

Coś robić trzeba ... Mała M. pieskowi KOLCZYKI na uszach zawiesiła:-)
Gorączka, katar i kaszel więc w domu zostać było trzeba. Jednak nie chciałam znów fundować R. przymusowego urlopu od szkoły. I tak, zamiast korzystać z tych kilkudziesięciu minut dzielących mnie od dzwonka budzika, włączyłam swój ,,komputer pod czaszką'' i zaczęłam kombinować ... jak sprawić, by nasz pierwszoklasista znalazł się w szkole. Na zajęcia rano miał zawieźć go tata, ale kto go odbierze??? Myślałam i myślałam... Moja druga połówka wpadła na pomysł, że zwolni się z pracy w środku dnia, by specjalnie dla R. zjawić się w szkole. Pomysł średnio mi się podobał, bo warunki na drodze o tej porze bywają różne, no i spóźnić się nie można. I znów oddałam się rozmyślaniom ...

Były i zabawy z ciastem na leniwe pierogi - LODY dla mamy!!!
W obecnym miejscu zamieszkania póki co znam niewiele osób, na których pomoc mogę liczyć. Na szczęście nagle mnie olśniło:-) Pomyślałam o jednej z mam, która co dzień też odbiera syna ... i która może zabrać pod swój dom i naszego siedmiolatka. Ja mogłabym później stamtąd R. odebrać. Mimo wczesnej pory wysłałam SMSa z zapytaniem, czy to możliwe. Jakaż była moja radość, gdy ,,zaprzyjaźniona mama'' sama zaproponowała, że może mi R. przyprowadzić aż pod dom!!! HURA! Jestem jej wdzięczna, ... bo wiem, że musi teraz nadkładać dobre 20 minut drogi ... a może i dłużej. Mam nadzieję, że kiedyś ja będę mogła jej się odwdzięczyć i do czegoś się przydać:-))))

Nie tylko Mała M. choruje jak widać:-))))
I tym sposobem przekonałam się, nie po raz pierwszy, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Choć pierwszego dnia czułam leciutki niepokój, że R. nie wraca ze mną to odetchnęłam, gdy został przyprowadzony aż do klatki schodowej, a owa mama czekała, aż R. da jej znać, że już jest w drzwiach mieszkania. I tak dzięki ludzkiej życzliwości i dobrej woli mogę spokojnie leczyć Małą M. ... wiedząc, że R. nie traci kolejnych szkolnych zajęć. Sama też walczę z katarem (nos niczym kranik!), więc te 3 dni pozostawania w domu i mnie dobrze zrobią. Tym bardziej, że w piątek R. ma klasowe spotkanie opłatkowe  i zarówno Małej M. jak i mnie marzy się tam być!!! Już z powodu choroby minęły nas andrzejki ..., więc teraz bardzo chcemy być na wigilii z rówieśnikami R. Czas pokaże! Mała M. już w domu wysiedzieć nie może. Całymi dniami śpiewa sobie: ,,Jaki głupie te dni!'', bo ona chce DO SZKOŁY IŚĆ!:-)


Mała M. słucha ,,Basi ... i ...'' i rysuje!!! Na obrazku cała jej rodzina:-)
AAAAA... zapomniałam wspomnieć o najważniejszym! Tych kilka dni siedzenia w domu, gdy Mała M. z racji gorączki bardzo niecierpliwa się zrobiła, wytrzymałam chyba tylko dzięki wspaniałemu wynalazkowi jakim są audiobooki. Otóż, na moje życzenie, tatuś przywiózł nam z biblioteki kilka książek, a wśród nich 6 nagrań z opowiadaniami o Basi,ulubionej serii Małej M. Położył stosik na stoliku i gdy dzieci rano wstały, ogromnie się ucieszyły!!!


Słuchamy ich od rana do wieczora... a nasza czterolatka cytuje całe fragmenty ... rozbawiając mnie czasem prawie do łez:-))) Uwielbiam czytać moim pociechom, ale czasem też ugotować coś trzeba, posprzątać nieco, posegregować pranie ... Wówczas audiobook świetnie sprawdza się w roli ,,czytającej mamy'' :-))) Do miłego usłyszenia!!!
Książkowa BASIA widziana oczami Małej M. :-)
Pozdrawiam wszystkich zakatarzonych, kaszlących .. i zdrowych:-) Do miłego usłyszenia!



2 komentarze:

Gosia Pstro pisze...

Oj ale Was dopadło..... życzę dużo witaminowych uścisków!!! Pozdrawiam!!!

mamma5 pisze...

Dziękujemy ... Przydadzą się owe witaminki :-))) Oby w formie być na Święta! Pozdrawiamy!!!