sobota, 4 stycznia 2014

Sylwestrowe szaleństwa!!!!!

Już czwarty dzień nowego roku, ale chciałam jeszcze wspomnieć w kilku słowach o tym, jak żegnaliśmy stary rok. Nie mieliśmy żadnych planów ... Miał to być dzień spędzony razem przy muzyce i smacznych potrawach przygotowanych specjalnie na ów dzień. Z tego też względu już od rana przeniosłam się do kuchni, gdzie przyszło mi spędzić kilka dobrych godzin. Najpierw podałam moim domownikom pyszne śniadanie, a potem dzieciom wręczyłam zakupiony dzień wcześniej zabawkowy zestaw artykułów spożywczych. Ale była zabawa!


R. najpierw zarzekał się, że to zabawka nie dla niego, a potem porwał zeszłoroczny prezent gwiazdkowy Małej M. (kuchenkę) i zaczął gotowanie ...



Oczywiście, nie obyło się bez sporów o kuchenkę, ale że nasza czterolatka do konfliktowych osóbek nie należy zgodziła się na propozycję brata, czyli substytut kuchenki w postaci plastikowego pudła ... który zaraz nasza pomysłowa Mała M. wykorzystała jako lodówkę.



UFF!!! Dzieci świetnie się bawiły, a ja mogłam zająć się przygotowywaniem dań na sylwestrową obiadokolację. Rozpoczęłam od przygotowania galaretek: jednej do ciasta, a dwóch jako deser podany z rodzynkami i bitą śmietaną ... Potem czas na upieczenie biszkoptu. Wybrałam przepis na ciemny spód z sześciu jaj.



Gdy wyjęłam z pieca, sama byłam zszokowana, że aż tak wyrósł. Po raz pierwszy mogłam moich domowników poczęstować trójwarstwowym tortem przekładanym galaretką z bitą śmietaną i brzoskwiniami i udekorowanym kolorową posypką (z myślą o dzieciach, rzecz jasna:-)).



Krótka przerwa na małą przekąskę i dalej do roboty w kuchni. Mała M. pojechała z tatą uzupełnić sylwestrowo-noworoczne zapasy. Do sporządzonej listy dorzucili paczkę sztucznych ogni (po raz pierwszy!),


śmieszne imprezowe okulary dla Małej M.



i równie zabawną maskę niczym z papuzich piór no i cały zestaw balonów. Zaraz po ich powrocie zaczęło się wielkie dmuchanie balonów.


Jak co roku okazało się, że nikt nie ma wystarczająco dobrych płuc, by je nadmuchać. Z pomocą przyszedł nasz siedmiolatek, który odkrył, że dużo łatwiej napełnić balon powietrzem po uprzednim nawilżeniu go wodą. Potem pompki do ręki ...


 i z pomocą taty w domu pojawiły się podwieszone pod sufitem balony o różnorakich kolorach i kształtach. Wreszcie zrobiło się już nieco sylwestrowo ...


Rodzinka zajęła się dekoracją, a ja w międzyczasie mogłam zająć się przygotowaniem pizzy - dania dnia. Dzięki temu, że R. bez problemu zgodził się na pokrojenie pół kilograma pieczarek, mogłam nieco przyspieszyć pracę. Na farsz składała się również kukurydza, szynka, papryka i mozarella. Niepokoiłam się nieco, czy przy tak dużej ilości składników na pizzy, ciasto wystarczająco dobrze się wypiecze ... Na szczęście, pizza wyszła wyśmienicie!!! Chyba tak dobrej jeszcze nie upiekłam :-)


Wreszcie wszyscy, wszyscy ubrani w odświętne stroje, zasiedliśmy do uroczystej kolacji przy blasku świec Najbardziej ze świątecznego stroju i nastroju cieszyła się, jak zwykle, Mała M., dla której to zawsze okazja, by wskoczyć w jedną ze swych sukienek. Pizza wszystkim bardzo smakowała, a po niej czekały na nas jeszcze paluszki, lody, galaretki z rodzynkami i tort. Do północy przecież jeszcze daleko było ... Zanim jednak sięgnęliśmy po łakocie, zaproponowaliśmy dzieciom wspólne obejrzenie ,,Uniwersytetu potwornego'', drugiej części świetnej animacji z wytwórni Disney'a. Film okazał się trafionym pomysłem, bo zarówno dzieci jak i my, dorośli, świetnie się bawiliśmy. Jedynym ubocznym skutkiem owej projekcji była chęć do strojenia przeróżnych, często strasznych, min, która opanowała dzieci i tatusia :-) Ludzie, nawet Mała M. wykrzywiała swą uroczą buźkę .... robiąc machy, że aż strach!!! Efekt potęgowały zawieszki, które dostali od tatusia .... takie świecące przez kilka godzin naszyjnik i brelok ... Ale była zabawa!!!



Na szczęście strojenie min jakoś w miarę szybko wszystkim przeszło i, wiedząc, że Mała M. raczej do północy nie dotrwa, około 21-ej poszliśmy puszczać sztuczne ognie. Zaprosiliśmy też sąsiadów z dziećmi, by do nas dołączyli. Okazało się, że oni mają gości (z petardami również) i tym sposobem w naszym fajerwerkowym ,,szaleństwie'' wzięło udział pięcioro dzieci i sześcioro dorosłych. Ale była zabawa!


Największą frajdę mieli chyba tatusiowie, którzy uśmiechnięci od ucha do ucha na zmianę odpalali swe sylwestrowe ,,wybuchowe zabawki''.


 My zaś zadzieraliśmy w górę głowy i śledziliśmy lot i strzały naszych fajerwerków. Choć ów pokaz nie trwał długo wszystkim się podobało ... a my przy tej okazji zostaliśmy zaproszeni do sąsiadów naszych przemiłych (!) na herbatkę ... Zapakowałam mój tort, moja druga połowa - wina flaszeczkę. Tym sposobem nasze dzieci i my mogliśmy w nieco większym i bardzo sympatycznym gronie spędzić sylwestrowy wieczór. Zasiedliśmy przy stole prowadząc rozmowy i śledząc w TV relacje na żywo z sylwestrowych imprez w kilku polskich miastach. Nasze dzieci  zaś też dobrze się bawiły, a główną atrakcją było wspólne obejrzenie bajki ... Zanim jednak doszło do projekcji, przeszczęśliwa :-) Mała M. chichocząc co chwila rozegrała dwie partyjki karcianej ,,wojny''. Tak bardzo się cieszyła, że mogła spędzić tych kilka chwil ze swą małą sąsiadką!!! Czas jednak płynął nieubłaganie i nawet nasze małe ,,imprezowiczki'' dopadło zmęczenie. Gdy po godzinie 23-iej mała gospodyni przyszła do swej mamy i zapytała (będąc u siebie w domu!!!!):

Mamo, kiedy już pójdziemy do domu spać?????

wiedziałam, że to już pora, by pożegnać gospodarzy. Podziękowaliśmy za wspaniałą wspólną zabawę ... Mała M. zaraz też zasnęła, a R. wytrwał do północy i mógł cieszyć się z pokazu sztucznych ogni błyskających za oknem. Cieszę się, że ów Sylwester pełen był miłych chwil i niespodzianek:-)))) Oby kolejny był równie udany!!!

Do miłego usłyszenia!!!!

2 komentarze:

Gosia Pstro pisze...

Piękne spędziliście sylwestra, wszystkiego dobrego w nowym roku już 2014, ale czas pędzi! Pozdrawiam G.Pstro

mamma5 pisze...

Tak, to prawda czas pędzi nieubłaganie ... Dobra wszelkiego w tym nowym roku życzę :-)