piątek, 14 lutego 2014

W dniu św. Walentego ...

Brak laptopa bardzo utrudnia życie:-) Korzystam ze starego sprzętu. Z pisaniem większego problemu nie ma, ale trudność sprawia nadal wklejanie fotek. Mam jednak nadzieję, że doczekam się nowego komputera ... i znów będę mogła pisać mój blog. Zanim jednak ów długo już przeze mnie wyczekiwany moment nastąpi chciałam podzielić się radością, jaką było dzisiejsze świętowanie WALENTYNEK. Po bardzo burzliwym, nerwowym i spędzającym mi sen z powiek czasie dziś jednak moja druga połowa zaskoczyła nas chyba wszystkich bez wyjątku wchodząc do domu z bukietem róż ... Widziałam ową niespodziankę, ale udawałam, że nie widzę:) Mała M. zaś podobno jak zobaczyła owe kwiaty miała uśmiech na twarzy od ucha do ucha i sama chciała mi go natychmiast wręczyć. WIEDZIAŁAM, że zrobi to na niej ogromne wrażenie. Nie ukrywam, że nasza kochana czterolatka z owego walentynkowego prezentu cieszyła się najbardziej... Zaraz wbiegła do kuchni w poszukiwaniu wazonu, a gdy już róże znalazły się na stole z przejęciem w głosie rzekła do mnie:

MAMO, to już DRUGI raz tato dał Ci kwiaty!!!

On jednak Cię kocha, ale tylko trochę!!!

Ja jej na to, że dobre i trochę ....

A Mała M. kontynuowała wątek:

... A może on Cię ukocha... tak, że aż zemdlejesz!!!!!!!!

Już kilka dni temu dałam mej drugiej połowie znać, że zbliżają się walentynki ... i że nie ma zawieść Małej M., która zapewne czeka, że coś się wydarzy:-) Nie wierzyłam, że tatuś aż taką nam sprawi niespodziankę. Rano jeszcze mówił, że jedzie na swoje zajęcia sportowe ... ale jednak O DZIWO! wybrał spędzenie wieczorku z nami.. HURA!

Też bardzo się ucieszyłam z kwiatów, a dzieciom rzekłam, że owe 3 róże to prezent dla naszej trójki, po jednej dla każdego:-) My też sprawiliśmy naszemu Walentemu:-) niespodziankę. Rano pospieszyłam z Małą M. i R. po składniki do ciasta i po południu upiekłam pyszny (nie ukrywam!) tort z ananasem, galaretką i bitą śmietaną. Tak wszystkim smakował, że do jutro pozostał mały kawałeczek.

WRESZCIE mogłam i ja poświętować nieco!!! Oby więcej było takich miłych chwil w roku!!!!

Na koniec jedna z anegdotek, smutnych nieco, ale tych, która zapadła mi w serce... Oto ona:

P.S. Mała M. jakieś dwa tygodnie temu w niedzielny poranek zapytała mnie, kiedy mam urodziny. Gdy zapytałam, dlaczego pyta, nasza czterolatka odrzekła:

Bo tata da Ci kwiaty!!!!

Ja jej na to, że do tego dnia sporo czasu jeszcze musi minąć, ale dodałam, że

czasem mężczyźni dają żonom kwiaty BEZ OKAZJI jako znak, że BARDZO je kochają...

 a na to Mała M. rzekła:

No tak, ale tata chyba tylko troszkę Cię kocha!!!

Dobrze, że nie kontynuowała wątku, bo bym chyba uroniła łez kilka ... Jakaż ta Mała M. spostrzegawcza...Podzieliłam się jednak z owym spostrzeżeniem naszej czterolatki z moją drugą połową ... i chyba tylko dzięki temu DZIŚ pojawił się z bukietem róż w progu naszego mieszkanka.

Pomyślałam, że Mała M. ów BUKIET będzie DŁUUUUUGO pamiętać!!!!!!!!!


P.S. Fotki niebawem! Pozdrawiam!!!!

1 komentarz:

Gosia Pstro pisze...

Oj Mamo łezkę to ja uroniłam czytając. Pozdrawiam Pstro