Zabiegi, ja widzę, to nie tylko przygoda, ale także przeżycie dla dzieci. Wczoraj musiały chyba odreagować te nasze codzienne wyjazdy, bo gdy wróciłam z babskiego spotkania na blacie kuchenki dziecięcej leżała laleczka, a obok niej lampka ... Właśnie mała pacjentka była poddawana przez moich domorosłych lekarzy zabiegowi naświetlania kolanka. Na stole zaś znalazłam recepty z prawidłowo zapisaną przez R. nazwą maści na obolałe kolano. Jakże szybko te dzieci wszystko łapią!!!
To wczoraj, a dziś ... Dziś znów zabiegi, więc mało było czasu na wspólne zajęcia. Niemniej jednak udało nam się wykroić chwilkę na wspólną grę planszową i lekturę. Co najważniejsze, prosto ze szpitala, zaprowadziłam R. na jego ulubione zajęcia plastyczne, na których nie był już kilka tygodni. Tego mu było potrzeba. Wrócił z wypiekami na twarzy.
Ostatnio mniej rysuje w domu, ale i tak każda jego praca bardzo mi się podoba. Niedawno narysował ruchliwą ulicę nocą. Myślę, że w ten sposób R. przedstawił jego powrotną drogę do domu ze szpitala. Było późno .... a i aut na drodze - dość sporo.
Ochotę na rysowanie miała dziś od rana mała M. i w kilka chwil stworzyła portrety rodzinne i nie tylko:-). O dziwo dziś w towarzystwie UFOLUDKÓW. Z każdego dzieła była zadowolona i śmiała się głośno, opowiadając mi, co każdy obrazek przedstawia.
Tu UFOLUDEK (po prawej) Z TATĄ, a poniżej - Mama (nie wiem, dlaczego do góry nogami!) również w towarzystwie UFOLUDKA ,,Z BRÓDKĄ'' (jak dodała mała M.)
A to wspólne dzieło R. i M. Najpierw R. narysował kosmitę na środku kartki, a chwilę później mała M. narysowała własne, równie kosmiczne:-), wizje.
Tyle na dziś. Jutro chyba czas najwyższy na jakiś eksperyment, bo dziś podczas kąpieli upominała się o niego nasza słodka trzylatka. Oczywiście zdam relację z naszych prac domowych! PA!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz